23-07-2009, 16:33:57
To może być prawda.......
Według starożytnego Kaledarza Majów świat się skończy w 2012.
Dla urozmaicenia pare tez:
1. Głupota ludzka.
W obecnej sytuacji jest to najbardziej realne niebezpieczeństwo. Co prawda nawet w obliczu globalnego konfliktu nuklearnego ktoś zdołałby przeżyć, ale warunki w jakich przyszłoby jemu - i garstce jego towarzyszy - egzystować, byłby paskudne. Cóż, "Life is brutal". Niebezpieczeństwem znacznie większym niż wojna atomowa jest błogie przeświadczenie, że możemy tu robić co nam się podoba, i jak nam się podoba. Zatruwamy wodę i powietrze, mnożymy się bez opamiętania. Uczynimy naszą planetę tak niegościnnym i nieprzyjemnym miejscem, że lepiej byłoby ją opuścić...
2. Zderzenie z obiektem kosmicznym.
Upadek na Ziemię planetoidy lub komety sporych rozmiarów jest w tym momencie najlepszym kandydatem do pozbycia się z naszego świata wszelkiego życia. Zderzenia z takimi obiektami są nader rzadkie, jednak raz na 100 milionów lat nieuniknione. Być może w obliczu takiego zagrożenia będziemy już dysponować bronią, która pomoże nam pozbyć się intruza, zanim ten zdąży w nas uderzyć. Jeśli nie, Ziemia zamieni się w jałowe pustkowie niezdatne do zamieszkania.
3. Gwiazdy supernowe.
Kiedy gwiazda o masie 10 Słońc osiąga ostatni etap spalania paliwa jądrowego, podczas którego tworzy się żelazne jądro, nadchodzi czas, w którym cała zapada się w kilka sekund. Powstaje obiekt o olbrzymiej gęstości, zwany gwiazdą neutronową. Jednocześnie mamy do czynienia z jednym z najbardziej widowiskowych zdarzeń we Wszechświecie: Zostają odrzucone zewnętrzne warstwy gwiazdy. Supernowa jest w stanie swoją jasnością przyćmić na parę dni całą galaktykę! Wyobraźcie sobie, jaka energia temu towarzyszy! Takie zjawisko, w Drodze Mlecznej ma miejsce 2 - 3 razy na sto lat. Nie dostrzegamy tego jednak, ponieważ we Wszechświecie są olbrzymie ilości pyłu kosmicznego, przysłaniającego światło. Gdyby gwiazda supernowa eksplodowała w odległości kilkudziesięciu lat świetlnych od Ziemi, nie skończyłoby się to dla nas ciekawie. Ziemia mogłaby zostać wybita z orbity, lub po prostu by wyparowała. Nawet jeśli wiedzielibyśmy, że ma to nastąpić, nie ma na świecie środków, które mogłyby uratować nam skórę
4. Zderzenie gwiazd neutronowych.
Gwiazdy neutronowe, o których pisałem już wcześniej, są czasami składniami układu podwójnego. Oznacza to, że okrążają się wzajemnie z inną gwiazdą neutronową, albo ze zwykłą gwiazdą, która wciąż jeszcze spala swoje paliwo jądrowe. Może się zdarzyć, że partnerzy z takiego układu będą się okrążać w coraz mniejszej odległości, a po jakimś czasie nastąpi zderzenie. Uwolnione zostałyby niewyobrażalne pokłady energii. Jeśli w naszym rejonie galaktyki doszłoby do takiego zderzenia, zostalibyśmy potraktowani dawką promieniowania śmiertelną dla całego gatunku ludzkiego.
5. Starość.
Nawet jeśli uda się nam uniknąć wyżej wymienionych katastrof, Ziemia sama stanie się niegościnna dla życia. Wraz z wystygnięciem i krzepnięciem płynnego jądra ziemi zaniknie pole magnetyczne. Pole, które chroni nas przed szkodliwym wpływem promieniowania kosmicznego. Nie wiadomo, ile potrwa ten proces. Wiadomo, że jest to nieuniknione. Nie zapominajmy też o Księżycu - siły pływowe powodowane jego obecnością powoli, lecz systematycznie wydłużają okres obrotu Ziemi. Przez miliardy lat ziemski dzień będzie się wydłużał, aż zrówna się z okresem obiegu Księżyca. Jeszcze zanim ta synchronizacja zostanie osiągnięta, klimat na Ziemi zmieni się tak, że nie będzie tu można wytrzymać...
Cóż, komu w drogę, temu kredki! Jeśli uda nam się przetrwać gwałtowne katastrofy, i tak będziemy musieli się przygotować do kosmicznej podróży ku innym światom. Niczym w "2001: Odyseja Kosmiczna" Stanleya Kubricka: "Do gwiazd, do Boga i jeszcze dalej!" Do takiej podróży będziemy potrzebowali olbrzymiego statku, który będzie domem nie dla jednego, a dla setek pokoleń. Będziemy musieli zbudować drugą, mobilną Ziemię, i z nią wyruszyć na poszukiwanie nowego domu...
Według starożytnego Kaledarza Majów świat się skończy w 2012.
Dla urozmaicenia pare tez:
1. Głupota ludzka.
W obecnej sytuacji jest to najbardziej realne niebezpieczeństwo. Co prawda nawet w obliczu globalnego konfliktu nuklearnego ktoś zdołałby przeżyć, ale warunki w jakich przyszłoby jemu - i garstce jego towarzyszy - egzystować, byłby paskudne. Cóż, "Life is brutal". Niebezpieczeństwem znacznie większym niż wojna atomowa jest błogie przeświadczenie, że możemy tu robić co nam się podoba, i jak nam się podoba. Zatruwamy wodę i powietrze, mnożymy się bez opamiętania. Uczynimy naszą planetę tak niegościnnym i nieprzyjemnym miejscem, że lepiej byłoby ją opuścić...
2. Zderzenie z obiektem kosmicznym.
Upadek na Ziemię planetoidy lub komety sporych rozmiarów jest w tym momencie najlepszym kandydatem do pozbycia się z naszego świata wszelkiego życia. Zderzenia z takimi obiektami są nader rzadkie, jednak raz na 100 milionów lat nieuniknione. Być może w obliczu takiego zagrożenia będziemy już dysponować bronią, która pomoże nam pozbyć się intruza, zanim ten zdąży w nas uderzyć. Jeśli nie, Ziemia zamieni się w jałowe pustkowie niezdatne do zamieszkania.
3. Gwiazdy supernowe.
Kiedy gwiazda o masie 10 Słońc osiąga ostatni etap spalania paliwa jądrowego, podczas którego tworzy się żelazne jądro, nadchodzi czas, w którym cała zapada się w kilka sekund. Powstaje obiekt o olbrzymiej gęstości, zwany gwiazdą neutronową. Jednocześnie mamy do czynienia z jednym z najbardziej widowiskowych zdarzeń we Wszechświecie: Zostają odrzucone zewnętrzne warstwy gwiazdy. Supernowa jest w stanie swoją jasnością przyćmić na parę dni całą galaktykę! Wyobraźcie sobie, jaka energia temu towarzyszy! Takie zjawisko, w Drodze Mlecznej ma miejsce 2 - 3 razy na sto lat. Nie dostrzegamy tego jednak, ponieważ we Wszechświecie są olbrzymie ilości pyłu kosmicznego, przysłaniającego światło. Gdyby gwiazda supernowa eksplodowała w odległości kilkudziesięciu lat świetlnych od Ziemi, nie skończyłoby się to dla nas ciekawie. Ziemia mogłaby zostać wybita z orbity, lub po prostu by wyparowała. Nawet jeśli wiedzielibyśmy, że ma to nastąpić, nie ma na świecie środków, które mogłyby uratować nam skórę
4. Zderzenie gwiazd neutronowych.
Gwiazdy neutronowe, o których pisałem już wcześniej, są czasami składniami układu podwójnego. Oznacza to, że okrążają się wzajemnie z inną gwiazdą neutronową, albo ze zwykłą gwiazdą, która wciąż jeszcze spala swoje paliwo jądrowe. Może się zdarzyć, że partnerzy z takiego układu będą się okrążać w coraz mniejszej odległości, a po jakimś czasie nastąpi zderzenie. Uwolnione zostałyby niewyobrażalne pokłady energii. Jeśli w naszym rejonie galaktyki doszłoby do takiego zderzenia, zostalibyśmy potraktowani dawką promieniowania śmiertelną dla całego gatunku ludzkiego.
5. Starość.
Nawet jeśli uda się nam uniknąć wyżej wymienionych katastrof, Ziemia sama stanie się niegościnna dla życia. Wraz z wystygnięciem i krzepnięciem płynnego jądra ziemi zaniknie pole magnetyczne. Pole, które chroni nas przed szkodliwym wpływem promieniowania kosmicznego. Nie wiadomo, ile potrwa ten proces. Wiadomo, że jest to nieuniknione. Nie zapominajmy też o Księżycu - siły pływowe powodowane jego obecnością powoli, lecz systematycznie wydłużają okres obrotu Ziemi. Przez miliardy lat ziemski dzień będzie się wydłużał, aż zrówna się z okresem obiegu Księżyca. Jeszcze zanim ta synchronizacja zostanie osiągnięta, klimat na Ziemi zmieni się tak, że nie będzie tu można wytrzymać...
Cóż, komu w drogę, temu kredki! Jeśli uda nam się przetrwać gwałtowne katastrofy, i tak będziemy musieli się przygotować do kosmicznej podróży ku innym światom. Niczym w "2001: Odyseja Kosmiczna" Stanleya Kubricka: "Do gwiazd, do Boga i jeszcze dalej!" Do takiej podróży będziemy potrzebowali olbrzymiego statku, który będzie domem nie dla jednego, a dla setek pokoleń. Będziemy musieli zbudować drugą, mobilną Ziemię, i z nią wyruszyć na poszukiwanie nowego domu...
Mazurski OTS Facebook

